Słowo „nie”

Odbierane jest przez wiele osób niejako zależne od danej sytuacji odgraniczenie się od pozostałych, lecz jako poniżenie ich osoby, a tym samym – utratę miłości. Proszę zadać sobie samemu pytanie: Jak przeżywam to, gdy partner nie spełnia mojego życzenia? Kiedy woli zagrać w piłkę nożną lub w tenisa, zamiast pójść na spacer? Kiedy jest innego zdania niż ja i nie potrafimy się pogodzić? Czyż nie mam wtedy wrażenia, że kocha mnie
o wiele mniej niż do tej pory? Jak ta niepewność może wpłynąć na stosunek do dzieci? Proszę pozwolić mi wyjaśnić to na podstawie następującego przykładu: Pani Zajączkowska przyszła do mnie z czteroletnim synem Grzegorzem. Cierpiała z powodu jego agresywności i obawiała się, że w przyszłości może on rzeczywiście zacząć stosować przemoc. Chłopiec cierpiał w wyniku swoich ekstremalnych lęków. W trakcie rozmowy z matka i synem szybko okazało się, że Grzegorz wciąż rozkazywał swojej matce: miała ona zrobić dla niego to lub tamto, miała przynieść mu z regału zabawki, bawić się z nim, dać mu coś do picia, dojedzenia, miała mu powiedzieć, co ma teraz robić itd.

Zdrowe odgraniczenie się

Jeśli rodzice – wykorzystując własne, indywidualne lęki – nie potrafią bez obaw i spontanicznie otworzyć przed sobą i przed dzieckiem tej indywidualnej możliwości podejmowania decyzji, wtedy za każdym „nie” będzie się kryć utrata miłości. Któż z nas nie doświadczył w swoim życiu, że inna osoba odsunęła się, ponieważ nie podobało się jej to, co powiedzieliśmy lub zrobiliśmy. Na przykład nie spełniliśmy jej życzenia, byliśmy rzekomo „egoistyczni” i nie zadowoliliśmy jej oczekiwań. Wielu ludzi – zwłaszcza kobiet – doprowadza się w swoim życiu często do skrajnego wyczerpania, ponieważ wciąż stara się wszystkim dogodzić, spieszyć zawsze i każdemu z pomocą i być zawsze do dyspozycji tych, którzy mają problemy. Im bardziej ludzie ci przylgnęli im do serca, im bardziej ich pokochali, tym więcej są oni przekonani, że muszą troszczyć się o to, by żadne „nie” nie zagroziło stworzonej przez nich harmonii, a tym samym ich miłości.

„Zła macocha” jak w bajkach

Ale chcemy również czuć, że jesteśmy kochani, dlatego też inni – matka, ojciec, nasz partner czy też nasze dziecko – powinni jednak być choć trochę smutni, kiedy odchodzimy. Ale o wiele ważniejsze jest to dla małego dziecka, dla którego ma to niemal egzystencjalne znaczenie. Jeśli dzieci czują się odrzucone lub też -jak zostało to powyżej opisane – rzeczywiście są przedwcześnie popychane ku samodzielności, wywołuje to równie problematyczny mechanizm przywiązania, jak i kurczowe trzymanie przy rodzicach. Ponadto za przesadną, a więc krzywdzącą formą odrzucania dziecka kryje się najczęściej przeciwne pragnienie zatrzymania go przy sobie. Strach przed utratą dziecka zostaje uprzedzony przez jego „odepchnięcie”. Jeśli na przykład zaproponuję mojemu dziecku nocleg u przyjaciela lub przyjaciółki, wtedy ma to zupełnie inną wymowę, niż jeśli dziecko samo z siebie wyrazi to życzenie.

Szorstki mężczyzna

Jako dziecko wiedział jednak, że ojciec bardzo go kochał. Ojciec pana Alberta ponownie się ożenił. Nowa żona była najwyraźniej zazdrosna o sześcioletniego syna, którego zewnętrznej pielęgnacji wprawdzie nie zaniedbywała, ale poza tym traktowała go niezwykle ozięble; postarała się o to, by w wieku dziesięciu lat trafił do internatu. Pan Albert jako młody ojciec próbował wszystkiego, by zaoszczędzić swojemu synowi podobnego losu. Z racjonalnego punktu widzenia cieszył się, że jego żona z taką miłością i czułością troszczyła się o Filipa. Jednak w podświadomości jego „uwięzione w duszy demony” płatały mu przykre figle. Nie mógł na przykład znieść widoku karmienia dziecka piersią. Twierdził, że nie z powodu zazdrości, ale dlatego, że karmienie dziecka bardzo niekorzystnie wpływa na wygląd piersi kobiety oraz że mali chłopcy nie powinni być tak przywiązani do swojej matki. W ten sposób między rodzicami wybuchały kłótnie, zawsze wtedy, gdy matka i syn okazywali sobie nawzajem miłość. Gdy matka chciała pocieszyć płaczącego syna, ojciec stawał się agresywny i zarzucał swojej żonie, że przyczynia się do zniewieścienia chłopca, a przecież ma być z niego potem „prawdziwy mężczyzna”.

Chore powikłania, pełne łez lustra

Wśród wielu różnorodnych motywacji podsycających pragnienie urodzenia dziecka ogromną rolę – przede wszystkim u matek – odgrywa tęsknota za miłością. A przy tym wcale nie jest tak łatwo – mimo ogromnej gotowości – rozróżnić pomiędzy pragnieniem dawania miłości i tęsknotą za jej otrzymaniem oraz uświadomić sobie, które z tych dwóch życzeń w nas przeważa. Każdy to zna ze swojego partnerstwa lub przyjaźni. Czy obejmuję mojego partnera, ponieważ czuję, że właśnie teraz potrzebuje on / ona miłości? A może sami potrzebujemy jego / jej bliskości? Oba te uczucia są zrozumiałe, stapiają się w jedno i są realizowane w życiu. Najlepiej będzie, jeśli się do nich szczerze przyznamy. A jak to jest z naszymi dziećmi? Wszyscy wiemy, że niemowlę potrzebuje naszej totalnej miłości, ciepła i poczucia bezpieczeństwa. Ale czy taka maleńka istota, która jest całkowicie od nas zależna, nie porusza w nas uczuć z naszego okresu niemowlęctwa, czyż nie budzi w nas pierwotnej potrzeby ogarniającego wszystko poczucia bezpieczeństwa? Nikt nie potrafi świadomie sobie tego przypomnieć – i właśnie dlatego ten maleńki i bezbronny człowiek budzi w nas, oprócz matczynych uczuć, również własne drzemiące pragnienia nierozłącznej, błogiej jedności matki i dziecka.

Łzy duszy dziecięcej jako odbicie duszy rodziców

Poprzednie rozdziały unaoczniły nam, w jak dużym stopniu przeżycia i doświadczenia z własnego dzieciństwa są związane z późniejszym postępowaniem w roli rodziców. Zakodowano w nas obrazy rodziców. Nasze dzieci otwierają drzwi do tych tajemnych pomieszczeń, najczęściej tak, że my sami tego nie dostrzegamy, zwłaszcza gdy nasze wspomnienia otacza tajemnicza mgiełka i mogą być one przyczyną nieelastycznego zachowania rodziców w stosunku do nas, a tym samym prawdziwym powodem wielu łez duszy dziecięcej. Również oddziałujące z zewnątrz na dziecko dramatyczne i tragiczne wydarzenia, takie jak wojna, śmierć, utrata ojczyzny, rozwód rodziców, mogą pozostawić w duszy głębokie rany. Ale nawet one mogą zostać uleczone, jeśli dzieci doświadczą w swoim otoczeniu pełnego miłości poczucia bezpieczeństwa. Wiemy obecnie, że ludzie, którzy przeżyli holokaust, byli w stanie przezwyciężyć te straszliwe, powstałe w stanie szoku urazy, jeśli wcześniej dorastali w otoczeniu pełnym miłości, troski i bezpieczeństwa, a potem mieli możliwość wielokrotnych rozmów z obdarzanymi zaufaniem osobami na temat tych tragicznych przeżyć.

Kłótnie

Aleksander nazwał mnie „głupią krową” i dodał, jak bardzo się cieszy, że to nie on musi chodzić na taką głupią terapię, co ponownie zraniło Jacka – bowiem bardzo chętnie on do mnie przychodził – który znowu chciał zbić brata. Wyjaśniłam mu, że Aleksander mówi to tylko dlatego, ponieważ się złości, że go przejrzałam na wskroś. Zapytałam młodszego chłopca, czy uważa to za dobre, że jego mama wciąż staje w jego obronie, nawet jeśli jest to niesprawiedliwe. Aleksander nie odpowiedział mi bezpośrednio, lecz namalował obrazek, na którym było dwóch bawiących się razem chłopców. Po chwili powiedział, że chce tylko, aby Jacek go kochał, co wzruszyło „dużego” brata. Może się zdarzyć, że określone role i wzorce utrwalą się wśród rodzeństwa, i że zachowanie poszczególnych dzieci będzie wciąż odpowiadać tym uprzedzeniom. Jeżeli rodzice mają więcej niż dwoje dzieci, „środkowe” rodzeństwo będzie doświadczać siebie samych na różnorodnych pozycjach: być może jest to jedyny chłopiec między dwiema dziewczynkami lub jedyna dziewczynka między dwoma chłopcami. Być może dziecko to jest jednym wśród wielu i ma trudności z rozwinięciem własnej indywidualności. A może jest ono szczególnie uzdolnione.

Konflikty wewnętrzne

Należy wyjaśnić również w gabinecie specjalisty, czy nie dotyczy to uwarunkowań organicznych. Proszę w żadnym wypadku nie próbować pomocy „dzwoniących materaców” (wydają dźwięki przy zamoczeniu), cogodzinnego budzenia lub niepodawania dziecku napojów! W ten sposób jest ono niepotrzebnie dręczone, a związek między nim a rodzicami dodatkowo obciążony. Zalecam sceptycyzm także wtedy, gdy lekarz przepisze dziecku jedynie środek uspokajający. W moim gabinecie byli już tacy rodzice, których dziecko nie mogło uczyć się w szkole i wciąż zasypiało pod działaniem silnych lekarstw. Wielokrotnie rodzice i dziecko przeżywają gehennę straszliwych trików i środków zapobiegawczych, zanim zdecydują się wreszcie na wizytę u dziecięcego psychoterapeuty. Proszę nie czekać zbyt długo! Pęcherz i jelita reagują niezmiernie wrażliwie na emocje i nastroje. Wszyscy wiemy z doświadczenia, jak często musimy biegać do toalety, kiedy jesteśmy podenerwowani.

Niezadowolenie ze swojej figury

Już od pierwszych lat swojego życia nasze córki obserwują, że matka, że nie lubi, a może nawet nienawidzi swojego ciała. A odgrywa ono przecież o wiele ważniejszą rolę niż u mężczyzny, bowiem z niego bierze początek wszelkie życia. Dla każdej dziewczynki i dorastającej kobiety niezwykle istotne jest myślenie i stosunek ich matki do swojego ciała i wyglądu. Jeżeli akceptuje je takim, jakie ono jest, jej córka może mieć o wiele zdrowszy stosunek do swojego ciała. Chore podejście do jedzenia, a tym samym – co jest ściśle z tym związane – do zdrowych potrzeb naszego organizmu, może być jednocześnie odzwierciedleniem nienaturalnego stosunku do siebie samego i do własnego ciała, i podobnie chorych oczekiwań mężczyzny.
Naturalnie, również u dzieci obserwujemy tak zwane obżarstwo z frustracji. Wszyscy znamy z pewnością głód słodyczy w chwilach rozczarowania, samotności, stresu lub depresji. Każdy z nas je, aby uczynić dla siebie coś „dobrego”, co jest zupełnie zrozumiałe. Umiejętność pocieszania siebie samego jest czymś niezwykle ważnym. Problem zaczyna się wtedy, gdy to „pocieszanie” przeradza się w nałóg i uniemożliwia nam dokładne przyjrzenie się cierpieniom naszej duszy.

Nienawidzę mojego ciała: zaburzenia w przyjmowaniu pokarmów

Jeszcze bardziej zaszyfrowane, głębiej ukryte, a dla laika niezwykle trudne do rozpoznania, są łzy duszy dziecięcej, które chowają się za tak zwanymi symptomami ciała. Dlatego też dorośli dostrzegają w odmowie jedzenia przede wszystkim upór i krnąbrność zachowania dziecka, według zasady: „Nie będę jadł tej zupy, i już!” Należy tutaj wyraźnie odróżnić dzieci, które po prostu nie lubią określonych potraw i nie chcą ich jeść, od tych, które systematycznie odmawiają przyjmowania wszystkich pokarmów, starają się w destruktywny sposób zwrócić uwagę na swój ogromny wewnętrzny problem. W pierwszym przypadku może chodzić o zdrowy przejaw własnej woli, ponieważ dziecko wyraźnie mówi lub pokazuje, że nie lubi tego, co znajduje na talerzu, albo że podjadało przed właściwym posiłkiem i teraz nie jest już głodne. Dziecko nie chce zranić rodziców, a jedynie pokazać im, że ma swoje własne, indywidualne upodobania, i że chce już samo decydować o tym, kiedy i co będzie jadać. Im bardziej rodzice będą respektować to zrozumiałe życzenie swojego dziecka, tym mniej poczują się oni dotknięci – ponieważ dziecko już ich nie potrzebuje – oraz szybciej porozumieją się z dzieckiem w nowej fazie jego rozwoju. Fakt, że dziecko nie stara się automatycznie dopasować do wszystkich życzeń rodziców jest zdrowym sygnałem.